piątek, 30 sierpnia 2013

Festiwal tańca w Bangkoku

W tym roku Bangkok roztańczy się po raz piętnasty. 




Właśnie przeglądam program i chyba zdecyduję się na dwie prezentacje. Festiwal jest naprawdę warty swej ceny, jeszcze nigdy się nie rozczarowałam. Polecam!

13-28 września w Thailand Cultural Center

Cena: 700Thb-3000THB

środa, 28 sierpnia 2013

Bangkok ze mną: Dzień 7

Na zakończenie tygodniowego maratonu kilka migawek z tajskiej ulicy.



Standardowy wózek z owocami....


Most dla pieszych tzw. saphan loy


Wątpliwa dekoracja z kabli elektrycznych...


Chodnik niekoniecznie musi byc prosty ;) Najbardziej zdradliwe jest nadepnięcie na pechową płytkę po deszczu kiedy cała ukryta pod nią "zaraza" wylewa sie na stopy ... bleee


Wysokie krawężniki niestety nie ułatwiaja życia osobom z dziećmi lub niepełnosprawnym ale służą (chyba) do ochrony chodnika przed zalaniem w czasie ulew monsunowych...


Typowy widok: szergówki obwieszone reklamami, sznury kabli i niezastąpiony sklep całodobowy 7Eleven...



Oczywiście mamy też typową uliczną garko-kuchnię...


.... oraz zmywalnię naczyń stołowych na świeżym powietrzu...



Choć trudno w to uwierzyć jedzenie w takich ulicznych jadłodajniach jest często naprawdę bardzo smaczne i przebija oczywiscie wszystkie ceny...


Z ulicy możemy również bezpośrednio zaglądnąć do fryzjera, krawcowej lub salonu kosmetycznego....

Przyznam szczerze, że było mi niezmiernie trudno przyzwyczaić się do zwyczajów zagospodarowania tajskich ulic a przede wszystkim chodników. Do tej pory narzekam  przepychając sie przez tłumy oglądające rozlożony na chodniku towar lub potykając się o zdradliwą płytkę... 
Moje oczy niezmiennie razi tzw. zanieczyszczenie wizualne w postaci rażących reklam, billbordów i mieszanki stylów architektonicznych. Oczywiście Bangkok się rozwija i ulepsza ale zmiana postrzegania otoczającej przestrzeni  potrwa jeszcze jakis czas, niemniej jednak wrażliwość estetyczna zapewne znajdzie i tu kiedyś swoje miejsce. Wtedy być może będzie to piękniejsze i mniej męczące miasto.

wtorek, 27 sierpnia 2013

Bangkok ze mną: Dzień 6

Zaczynamy od małego spaceru w parku który znajduje się dosłownie za ścianą budynku, w ktorym pracuję. Studenci chodzą tam na papierosa gdyż jawne palenie na terenie uniwersytetu  jest karane mandatem w wysokości 2000THB (200 złotych) Ja tam czasem chodzę tylko żeby odpocząć wśród zieleni od biura (choć do tego i papieros czasem by się przydał;) 







To miejsce nazywa się po prostu Thai House. Zostało ono stworzone przez Centrum rozwoju tajskiej sztuki i kultury  naszego uniwersytetu. Dom jest miejscem konferencji, spotkań a także często sluzy jako miejsce ślubów.

Ale czas do pracy czyli warsztaty szkoleniowe!

Dziś mała powtórka z systemów informatycznych działających na naszym kampusie. Po raz kolejny zachęcano nas do rozbudowania platformy e-learningu jako dodatkowego wsparcia do zajęć na miejscu. 





Trzeba przyznać, że nasza pracownia informatyczna prezentuje sie naprawde okazale .... aż się chce pracować :)

Po pracy szybkie zakupy:


I kilka ciekawostek dla Was:


Tajskie grzyby...


Zielona herbata w wielu wersjach...


Ryżu też nie brakuje....


Sosy i sosiki bo jedzenie nie może być mdłe...


Cały regał talku do ciała: obowiązkowy rytuał po prysznicu...


Mój ulubiony, lekko chłodzący, delikatna mgiełka na lato :)


Jak widać w Tajlandii mamy też chleb ohh ....  uratowani :)

Czy macie jakieś życzenia na ostatni dzień maratonu? W granicach rozsadku i możliwości postaram się je spełnić :) 

Pozdrawiam

Siamsoleils

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Bangkok ze mną: Dzień 5

Poniedziałek to mój ulubiony dzień tygodnia ale tylko w czasie wakacji :) Tymczasem trzeba znów rozpocząć kolejny tydzień pracy. Już myślałam, że sobie  odpocznę a tu nowy projekt wyskoczył jak królik z kapelusza! No dobrze przynajmniej że moge pracować z domu. Zatem do pracy !!!

Na dobry początek dnia podstawą jest śniadanie a w Tajlandii równa się to z obowiązkową miseczką zupy ryżowej z kuleczkami mielonego mięsa.



Khao Tom jest dobry na wszystko :) 


Do tego kawa i poranna lektura
Ostatnio  interesuje mnie organizacja ASEAN czyli Unia Krajow Azji Południowo- Wschodniej. 


W 2015 roku bedą zniesione granice i rynek pracy otwarty dla obywateli tych 10-ciu  krajow.


7 lekcji o ASEAN: łatwo, zwięźle i na temat czyli broszurka opracowana dla mlodzieży licealnej.


Ciekawostka o symbolach kwiatowych kazdego kraju... 

Już wkrótce napiszę więcej na ten temat ASEAN gdyż jest to zagadnienie, które będzie mialo ogromny wpływ na moje życie zawodowe.




Po południu miłym akcentem było spotkanie z czytelnikami z Polski. Było mi bardzo przyjemnie poznać ich w realu. Moje pisanie po raz kolejny nabiera innego, magicznego znaczenia gdyż takie spotkania uświadamiają mi że ktoś towarzyszy mi w tym co robię i docenia to, że piszę...
Serdecznie pozdrawiam Marię i Piotra (fotografa) i dziękuje Wam za miłe spotkanie.


niedziela, 25 sierpnia 2013

Bangkok ze mną: Dzień 4

W niedzielny poranek lubię pracować w ogódku: przycinam, plewię i zamiatam. Możliwe, że się starzeję ale to zajęcie obecnie bardzo mnie uspokaja i relaksuje. W ciągu jednego tygodnia z częstymi opadami deszczu i dużą ilością slońca wszystko odrasta z prędkością światła. W tropikach wszystko rośnie szybciej ( w tym włosy i paznokcie!)




Mam rzecz jasna pomocnika do dyspozycji :)





Na przyjemny niedzielny obiad wybraliśmy hotel Conrad ....


W drodze powrotnej zatrzymaliśmy sie na rynku kwiatowym... roże zawinięte w liść lotosu: tylko w Tajlandii!!!

Teraz przygotowuję egzamin dla mojej klasy, jutro ostatni dzień zajęć letnich, egzamin końcowy i nareszcie kilka dni wolnego. 

:)

sobota, 24 sierpnia 2013

Bangkok ze mną: Dzień 3

Dzisiaj jest sobota zatem czas na załatwianie drobnych spraw, których nie zdąrzyłam zrobić w ciągu tygodnia. Akurat dzisiaj udaję sie do szpitala w celu zrobienia dodatkowych badań niezbędnych do uzyskania karty pracy. 



Jadę oczywiście kolejką w celu uniknięcia sobotnich korków.


Wejście do szpitala Phayathay 2 wita napisami w kilku językach. 


W poczekalni nadrabiam prasę ...


Glówna poczekalnia szpitala ...


Panie pielęgniarki i ON, który kocha mężczyzn (kampania w walce z HIV) :)


Zmiana dekoracji: weekendowy targ Chatuchak.... (bylo po drodze ze szpitala ;)

Zawsze radzę by tam dojechać  metrem do stacji Kamphengphet gdzie wyjście numer 2 prowadzi do fajnej części targu gdzie zawsze znajduję bardziej oryginalne ubrania i akcesoria. Ta część jest raczej odwiedzana przez Tajów, styl zatem jest mniej turystyczny, mozna znalezć tam  ładne rzeczy do pracy lub klasyczne modele, nie brakuje  rownież aktualnych trendów :)   












 Po zakupach czas na obowiązkowy deser na Chatuchak: lody kokosowe!



Re-we-la-cja !!!!!!

 A wieczorem idziemy na koncert jazzowy!

Krótko mówiac: niech żyje sobota!