sobota, 24 sierpnia 2013

Bangkok ze mną: Dzień 3

Dzisiaj jest sobota zatem czas na załatwianie drobnych spraw, których nie zdąrzyłam zrobić w ciągu tygodnia. Akurat dzisiaj udaję sie do szpitala w celu zrobienia dodatkowych badań niezbędnych do uzyskania karty pracy. 



Jadę oczywiście kolejką w celu uniknięcia sobotnich korków.


Wejście do szpitala Phayathay 2 wita napisami w kilku językach. 


W poczekalni nadrabiam prasę ...


Glówna poczekalnia szpitala ...


Panie pielęgniarki i ON, który kocha mężczyzn (kampania w walce z HIV) :)


Zmiana dekoracji: weekendowy targ Chatuchak.... (bylo po drodze ze szpitala ;)

Zawsze radzę by tam dojechać  metrem do stacji Kamphengphet gdzie wyjście numer 2 prowadzi do fajnej części targu gdzie zawsze znajduję bardziej oryginalne ubrania i akcesoria. Ta część jest raczej odwiedzana przez Tajów, styl zatem jest mniej turystyczny, mozna znalezć tam  ładne rzeczy do pracy lub klasyczne modele, nie brakuje  rownież aktualnych trendów :)   












 Po zakupach czas na obowiązkowy deser na Chatuchak: lody kokosowe!



Re-we-la-cja !!!!!!

 A wieczorem idziemy na koncert jazzowy!

Krótko mówiac: niech żyje sobota!

3 komentarze:

  1. super blog, moze kiedys bede miala okazje zeby wybrac sie do Tajlandji.Czy Tajki maja male stopy?Te buty na zdjeciu wygladaja na male.
    pozdrawiam z NY.
    Aga

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziekuje za mily komentarz. Tak rozmiary sa raczej 35-38 , o wieksze juz trzeba dopytywac. Jesli nie na targu to w centrach handlowych mozna je znalezc. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. piekne zdjęcia i ciekawe informacje, miło się czyta, będę zaglądać częściej :) mam pytanie, czy orientuje się Pani czy na Chatuchak sprzedawcy wystawiają rachunki, fakturki? Ewentualnie jakieś rachunki wypisane "ręcznie" na życzenie, czy nie ma co na to liczyć?;) pozdrawiam serdecznie,
    Monika

    OdpowiedzUsuń