wtorek, 18 lutego 2014

Aktualizacja ogródka

Nasz ogródek przeszedł kolejną transformację, dokupiliśmy dużo nowych roślinek by zastąpić te które nie przetrwały pory deszczowej i naszego braku czasu... 




Wymieszaliśmy różne gatunki, tak nam doradzono, podobno nie będzie żadnego problemu...



Nowoprzybyła piękność nosi wdzięczne imię "Khun Nai teun sai" czyli "Dama, która budzi się późno". To prawda! Kwiaty otwierają się dopiero po południu ...


Cięte Orchidee w konewce wyglądają jakby same nam tu zakwitły :)



Mini wodospad i oczko wodne z rybkami...


Jak to mam zakaz wchodzenia do ogródka ?


A mogę sobie przynajmniej poleżeć przy wejściu ... ? :)


piątek, 14 lutego 2014

Walentynkowo nam dzisiaj :)

Dzisiaj Walentynki, dzień którego obecnie raczej chyba nie wypada obchodzić. Przynajmniej takie odnoszę wrażenie w sieci, która od rana narzeka na misie i serduszka :) W Tajlandii także świętuje się jakby odrobinę mniej. Rozmawiałam na ten temat z moimi studentami i podobno  “walentynkowanie” jest teraz raczej obciachowe, lepiej się do tego nie przyznawać. Niemniej jednak dzisiaj na ulicach  było bardzo dużo róż i zakochanych par, być może nie wszyscy postanowili  zostać w domu i narzekać na komercję ;)






Zaintrygował mnie ten bukiet z brokułów, ciekawe i zdrowe, w dodatku można go sobie później zjeść :)

My wybraliśmy się na romantyczny obiad bo Walentynki nam w niczym nie przeszkadzają. Mamy przynajmniej trochę pozytywnej odmiany od protestów... Osobiście skoro kochający mąż zaprosił mnie do uroczej restauracji to na pewno nie mam zamiaru odmawiać :) Wręcz przeciwnie, każda okazja jest dobra by miło razem spędzić czas. 


Restauracja The Gardens jest wyjątkowa bo znajduje się w samym centrum miasta a po jej ogrodzie najspokojniej w świecie spacerują pawie i łabędzie...


Nie wiem czy to są pawie albinosy bo zawsze wydawało mi się, że paw powinnien być pełen kolorów. Może to jakas odmiana pawia polarnego? ;) 
W każdym razie jak prawdziwy paw dumnie zaprezentował nam swój ogon i przechylał na boki królewski czub na głowie. Iście elegancki ptak...


Romantyczny ogród to także snieżnobiałe łabędzie, cóż za przepiękne stworzenia !


Budynek restauracji " The Gardens of Dinsor"


 Część ogrodu, gdzie podobno  organizowane są pikiniki ...


W restauracji podobało nam się wiele we wnętrzach ...


...tak samo jak i na stole ... (tuńczyk, muszele st. Jacques i uwaga! lody z musztardy wasabi! Bardzo ciekawy zestaw...)
Poza tym było dużo innych fajnych dań ale z tego wszystkiego zapomnieliśmy zrobić zdjęć...

To był bardzo miły dzień! A Wy obchodzicie Walentynki?

W każdym razie jeśli lubicie azjatyckie komedie romantyczne, to zapraszam do obejrzenia filmów poniżej: lekkie, zabawne i urocze romansowanie! :) Oba filmy są oczywiscie z angielskimi napisami.


My name is love (2013)  (na samym początku filmu są Walentynki obchodzone po tajsku :)


An ordinary love story (2012) - słodki film o "zwyczajnych" obliczach miłości ... 

Miłego Walentynkowania! :)


piątek, 7 lutego 2014

Rolnik na ryżowej dolinie

Od wczoraj tłumy tajskich rolników zjeżdżają się do Bangkoku by domagać sie zapłaty za ryż, który powierzyli rządowi sześć miesiecy temu. Rewelacyjny kontrakt z Chinami podobno istnieje tylko na papierze tymczasem ryż niszczeje w spichlerzach, traci na wartości a kasa rządu pusta, nie ma czym zapłacić. Oto podziękowanie dla wiernego, oddanego elektoratu...


Smutna historia tajskiego rolnika...

Ostatni pobyt na Północy Tajlandii po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu jak niewdzięczna jest praca rolników zwłaszcza tych w Tajlandii. Praca w nieustannym upale brodząc w wodzie gdzie nie raz można spotkać węża czy inne jaszczury. Praca cały czas w skłonie bo mimo iż istnieje wiele maszyn do przygotowania pól uprawnych to jednak ryż, ta elegancka ale i wybredna roślina musi być wsadzana ręcznie w półbagnistą ziemię. Później pola trzeba regularnie nawadniać, plewić, chronić przed grzybem i innymi chorobami. Zebrany ryż jest skupowany po niskich cennach, za to najwiecej zarabiają rzecz jasna pośrednicy. I rząd.





Po zbiorach ścierniska nie przypominają juz w niczym zielonych dywanów . Wyglądają raczej smutno, może dlatego prawie nigdy nie widzimy ich na pocztówkach z Tajlandii...

Tutaj kilka informacji o skali skandalu. Nie wiem jak ktokolwiek może jeszcze wspierać ten rząd...


"Caretaker Prime Minister Yingluck Shinawatra will be investigated by the National Anti-Corruption Commission for alleged negligence of duty in connection with a multi-billion baht fake government-to-government rice deal with a Chinese firm.(...) The G-to-G (governement to gouvernement) deal was a fake because no rice was exported to the Chinese firm. Instead, the huge amount of milled rice was sold locally at below market price by the Foreign Trade Department to a ghost buyer who then sold the rice at market." Via The Nation

środa, 5 lutego 2014

Kulki, kuleczki i spółka

Kulki rybne nie są moim ulubionym dodatkiem do zup bo nie za bardzo wiem co tak naprawde w sobie zawierają. Już na samą myśl o mielonej rybie, krabie czy innym mięsie, którego pochodzenie jest podejrzane nie mam najmniejszej ochoty na test. Tymczasem wizualnie rozpływam się w zachwycie!!! Trudno się oprzeć takim cudeńkom! 


W sklepach na te kuleczki mamy tu  specjalnie wydzieloną część... Niekórzy je podgrzewają w zupie lub nabijają na dlugie patyczki i grilują jako przekąskę. 
Kuleczki czasami przyjmują zabawne kształty, dzieci muszą byc zachwycone :)





Które są najładniejsze? Dla mnie Nemo jest zdecydowanie numerem jeden! :)

niedziela, 2 lutego 2014

Kanchanaburi-miłość od drugiego wejrzenia

Na wyciszenie w wyborczym chaosie dzisiaj będzie wpis o minionym weekendzie w Kanchanaburi. 

Jak to jest z tym Kanchanaburi? Przyznam, że kiedy pojechałam tam pierwszy raz by zobaczyć słynny most na rzece Kwai i okolice nie byłam jakoś specjalnie zachwycona. Była to krótka wycieczka i chyba wróciłam tam jeszcze dwukrotnie przy okazji wizyty rodziny lub znajomych, którzy koniecznie chcieli zobaczyć to miejsce. Dopiero podczas ostatniego wyjazdu integracyjnego z pracy odkryłam, że Kanchanaburi to naprawdę piękny zakątek, bliski natury i cudowna oaza spokoju. Wystarczyło jak zwykle udać się na mniej przetarte szlaki ... Kanchanaburi zatem... to taka miłość od drugiego wejrzenia...

Zatrzymaliśmy się w naprawde oddalonym miejscu. Najpierw zostawiliśmy samochód na parkingu gdyż dotarcie do hotelu odbywa się jedynie przez rzekę; łódki kursują co jakiś określony czas przewożąc pasażerów, bagaże, żywność i cokolwiek do hotelu trzeba dostarczyć. Dopłynięcie na miejsce zajmuje jakieś 15 minut i jest to wspaniały początek wyprawy, rzeka jest spokojna a pejzaże ujmujące, dużo brodzącego ptactwa i delikatnego szumu lasu bambusowego... 



Tak wygląda przystań hotelu i transportujące gości łódki ...



Wtedy było jeszcze dosyć chłodno, stąd nasze nietypowe ubrania :)


Hotel znajduje się w pięknie utrzymanym ogrodzie, właściwie mam wrażenie jakby to była część dżungli...


Rodzaj dzikiej orchidei ...


Naturalna dekoracja :)



Basen tylko dla leniuchów ... jak widac nie ma nikogo (ale było też chłodno  :)

Co zatem można robić innego przy okazji ”uziemienia“ w takim miejscu. Jak okazuje się na jeden weekend  spokojnie wystarczy nam zajęć:

1. Spacery i wyprawy w pięknych okolicznościach przyrody. 


2. Na końcu scieżki bambusowej znajduje się przystań i druga część hotelu na wodzie. Jest tam również przyjemna restauracja na rzece...



Część hotelowych domków które znajdują sie bezpośrednio na wodzie ... 


Restauracja z fantastycznym widokiem na rzekę ...


 i z ciekawą, naturalną dekoracją, która bardzo mi się spodobała...

3. Wycieczka do groty "LAVA CAVE"

Zrobiliśmy sobie także wycieczke do pobliskiej groty, wizyta z przewodnikiem kosztowała nas 200 THB tzn. kosztowała mnie ponieważ nie jestem Tajką a zapomniałam swojej karty pracy :/ 
Wejście do groty było jednak warte swej ceny, pięć różnych komnat, kręte niskie tunele i wspaniałe rzeźby natury... jedną z nich jest symbol Kanchanaburi: górska trasa słynnego pociągu zwana koleją śmierci, gdyż przy jej budowie zginęły masy ludzi w tym wielu europejskich jeńców wojennych. 


W grocie ( po lewej) widoczna jest właśnie  jakby ta część kolejki,   która mieści się tuż przy zboczu góry : niesamowite! 

4. Zwiedzanie wioski lokalnego plemienia MON ( zamieszkuja pogranicze Tajlandii i Birmy): do odwiedzenia domy, szkoła, sklepiki z rękodziełem,  ...


To szkoła weekendowa bo dzieci chodzą do szkoły tajskiej, jednak lokalnie dba się o zachowanie kultury i języka MON. 



Dzieci mówią oczywiście po tajsku i były bardzo otwarte i skore do rozmowy. Nikt nas nie prosił o datki lub zmuszał do zakupów, atmosfera jest bardzo przyjazna....

4. Pokaz tradycyjnego tańca  plemienia MON odbywał się każdego wieczoru. 




Ich styl taneczny nie przypomina tańca tajskiego, jest dużo bardziej dynamiczny, zbliżony do niektórych tańców Indii ...  Spędziliśmy bardzo miły wieczór....


Mięliśmy także okazję zobaczyć jak powstaje taki tajski domek na wodzie...


... a na koniec dowiedziałam się, że mój mąż ma prawdziwy talent do puszczania kaczek ... :)

Ten przyjemny weekend spędziliśmy w River Kwai Resotel Polecam to miejsce wszystkim spragnionym spokoju i tropikalnej natury ... warto odwiedzić na dwa, trzy dni!