piątek, 4 lipca 2014

Nowi sąsiedzi

Trudno często o dobrego sąsiada, o takiego który odpowie na powitanie, o takiego co dzieli się owocami z ogrodu, jest pomocny ale nie wścibski, który nie hałasuje a jak już organizuje imprezę to uprzedza. Myśle, że takimi sąsiadami jesteśmy my sami więc przeprowadzając się tutaj sześć lat temu na takich właśnie sąsiadów liczyliśmy.

I mieliśmy dużo szczęścia...wszyscy okazali się wspaniali, wszyscy oprócz jednej czarnej owcy, naszego sąsiada NA PRZECIWKO. Głupia sprawa no nie? Trudno go uniknąć .... nawet jak się mocno staralismy. 

Przez ostatnie kilka lat zatruwał nam życie...telewizja na maksa cały dzień (kawaler ok. 30-stki nie pracował, to rodzice kupili mu dom i chyba odwiedzając go dostawali nerwicy więc z reguly rzadko się pojawiali) do tego notoryczne nocne imprezki do rana, śpiewy, krzyki. Pan miał 5 psów- małe to było, ujadające na każdego, do tego pan zostawiał je wyjące czasami nawet na kilka dni. Aż mi się serce krajało ale niestety w Tajlandii do takich spraw policja nawet się nie fatyguje. Dom pana wyglądał tak: 



W styczniu po ulicy rozeszła się plotka, że rodzice czarnej owcy postanowili dom sprzedać a synkowi kupić mieszkanie bo łatwiej je utrzymać. Dom opustoszał a my z zapartym tchem i modlitwami czekaliśmy na nowych właścicieli. Czekaliśmy tak dwa miesiące, spokój był ale i niepewność narastała kto się tam wprowadzi. Tymczasem zaczęli się pojawiać robotnicy i dom rozbierać i odnawiać. Każdego dnia było widać zmiany, w sumie w ciągu trzech miesięcy wyremontowali cały dom.

Ale kto w nim będzie mieszkał?

Okazało się, że wprowadzi się tam babcia. (?!) Jaka babcia? Sama babcia? No tak niby sama, dzieci kupiły jej dom.... hmm. No dobrze, ale babcia taka fajna czy taka niefajna? Czekamy....

Babcię poznaliśmy dzień później, wracamy do domu i widzimy jakąś malutką starowinkę ale z rześkim wzrokiem siedzącą na plastikowym taborecie w cieniu naszego drzewa. Siedzi i patrzy sobie na swój nowy dom....

 A dom wygląda teraz tak:


Przywitaliśmy się grzecznie a babcia od razu zerwała się na równe nogi i przeprosiła, że w naszym cieniu siedzi. Co za babcia! Nie mogliśmy o lepszej marzyć. Teraz dołączyła do niej córka, której mąż zdaje się być obcokrajowcem, mają syna nastolatka, który się nam kłania więc chyba będzie ok. Ufff odetchnęliśmy! Teraz rankiem, na przeciwko mamy krzątającą się tajską staruszkę, która rozwiesza pranie i podlewa kwiaty i  macha do nas mówiąc, że chyba dzisiaj nie będzie padać :)

Może nasza karma nie jest taka zła ;)


2 komentarze:

  1. zazdraszczam :)
    albowiem sąsiedzi z góry już dłuuugo nam uprzykrzają życie, niestety.
    za to obok się uspokoiło a mieliśmy też niestety jazdy po tym, jak sąsiadka wyszła za mąż i urodziła dzieci i wyniosła się do męża , Włocha. No ale od kilku lat spokój, uff :)
    pozdrawiam z upalnej Warszawy,
    chiara76

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chiaro, Pamietam o Twoich sasiadach bo czasami wspominasz u siebie o "patologii" z pietra wyzej. Mam nadzieje ze wkrotce sie wyprowadza . Pozdrawiam :)

      Usuń