piątek, 25 lipca 2014

Życie z psem w Bangkoku

Jak większość dużych miast, Bangkok nie jest wymarzonym miejscem dla psa ale na szczęście przy odrobinie wysiłku można tutaj zapewnić naszemu czworonogowi całkiem przyjemne życie. Jak wiadomo dla psa najważniejszy jest spacer. Do tego nigdy nie trzeba go namawiać. W Bangkoku nasz pies niestety zawsze jest na smyczy i to z kilku powodów: po pierwsze brakuje tu parków lub chociaż ogrodzonych wybiegów, po drugie wiele bezdomnych psów spaceruje dosłownie wszędzie, większość nie jest agresywna ale cierpi na poważne choroby skóry, które mnie przerażają. Trzymam się zatem  z daleka... Kilka razy zdarzyło się, że jakiś pies pogryzł mojego bohatera ale należy to raczej do rzadkości. 

Kiedy chcemy by psiak sie wybiegał i rozładował nagromadzoną energię zabieramy go do szkoły trenującej psy, która oferuje również pływanie w uwaga nie-chlorowanej lecz słonej wodzie (!) psi hotel (pokoje z klimatyzacja!) a także wszystkie zabiegi upiększające. Przed przyjazdem trzeba zarezerwować sesję i kiedy jesteśmy już na miejscu każdy pies ma swojego trenera, który powtarza komendy z właścicielem, uczy psa nowych sztuczek, skoków z przeszkodami itd. a następnie nadzoruje pływanie. Czasami pływa kilka psów jednocześnie i może dojść do bitki zatem lepiej że ktoś nad tym czuwał. Psy są tam w stu procentach szczęśliwe, zachowują sie jak podekscytowane dzieciaki. Cała sesja sportowa kończy sie prysznicem i suszeniem a także czyszczeniem uszu. Po takich zajęciach pies śpi jak zabity przez pół dnia i naprawdę się uspokaja. W końcu taka zabawa wykończyłaby każdego. 



Nasz psiak zaczął pływać od szczeniaka, nigdy nie miał większych problemów z wodą choć na początku bał sie wskoczyć do basenu i do tej pory szczeka na morze ;) 



Takie pływanie to również moment na pozytywną socjalizację ze zrównoważonymi i zdrowymi psami. 


A potem tylko spanie, kolejna ulubiona czynność chyba każdego  psa...

Informacje o  basenie dla psów i ich szkole  tutaj 

Cena: 400 THB (40 zl) (1 sesja z prysznicem)

A gdy pies jest niestety chory do dyspozycji mamy niezliczoną ilość gabinetów i lecznic ale na największą uwagę zasługuje szpital dla zwierząt przy uniwersytecie Kasetsart w Bangkoku. To bardzo nowoczesne miejsce, aż nie chce się wierzyć że to państwowy szpital dla psów i kotów. Sami zresztą zobaczcie:





Posiadanie psa to ogromna odpowiedzialność: codzienne spacery, treningi, wizyty u weterynarza, to wszystko kosztuje dużo energii i poświęcenia. Nie odradzam posiadania psa w Bangkoku ale radzę dobrze zastanowić się nad tą decyzją. Dla dobra wszystkich :) 

Odpowiedz na wazna obserwacje i pytanie jednej z czytelniczek na FB. 

"Miesiąc temu wróciliśmy z BKK jedno co mnie właśnie bardzo dotknęło to bezdomne i często bardzo chore psiaki, łzy w oczach stawały kiedy się widziało kulejace zwierzę z otwartymi ranami albo z przeróżnymi chorobami skóry ... Czy w BKK nie ma np żadnych schronow dla takich zwierząt ? Czy one naprawdę do końca swoich dni zdane są wyłącznie na siebie ? Bezdomne psiaki to chyba bardzo poważny problem w Taj bo i na wyspach dostrzeglismy to samo..."(D-ta Qbacka)

Dziekuje za to wazne pytanie ! Ma Pani racje, w Tajlandii to ogromny problem zwlaszcza  dla nas wrazliwych obcokrajowcow. To moja osobista obserwacja ale zauwazylam ze tutejsze spoleczenstwo podchodzi do tego tak jak do wiekszosci problemow spolecznych: taka karma! Poza tym tutaj zwierzat sie nie usypia, albo bardzo rzadko. Wynika to z filozofii buddyzmu. Lakarze czekaja do konca, proboja zmniejszyc cierpienie ale z reguly nie usypiaja zwierzat. Wiele bezdomnych psow znajduje dom przy swiatyniach, czasami sa to nawet cale hordy.  W mojej dzielnicy istnieje grupa starszych pan, ktore dokarmiaja te psy, robi to zreszta wiekszosc ludzi jako "tamboon" czyli rodzaj inwestycji dobrego uczynku. Niestety choroby sie rozprzestrzeniaja, najbardziej niebezpieczne sa choroby skory, psy sa takze ofiarami wypadkow, gryza sie i czasami atakuja przechodniow. W Bangkoku organizowane sa akcje bezplatnego szczepienia ale nie sadze zeby tak samo bylo w mniejszych miastach, mozliwe ze sie myle. Na koniec, w Tajlandii istnieje wiele schronisk dla zwierzat i rowniez duza ilosc fundacji na rzecz bezpanskich psow, problem w tym, ze nie sa w stanie rozwiazac wszystkich problemow a wylapywanie i usypianie psow nie wchodzi w gre. Jesli ktos z Was chcialby wspomoc bezpanskie psy w Tajlandii to mozna je nawet zaadoptowac na odleglosc (psy zostana bezpiecznie przetransportowane samolotem) lub zasponsorowac ich leczenie i utrzymanie w schronisku.

Wiecej informacji tutaj:

Soi Dog Fundation 

4 komentarze:

  1. Prawda? Az sie chce byc takim psem ;) ...

    OdpowiedzUsuń
  2. Bezdomne, zupełnie zaniedbane psy, to nie tylko problem Tajlandii.
    Wielki problem jest także w Indiach, biegają tam całe grupy wygłodzonych, zabiedzonych psów.
    To samo widziałam na Dominikanie.

    W PL zresztą także nie brakuje zaniedbanych, bezpańskich zwierząt. W dużych miastach tego nie widać,ale wystarczy pojechać na prowincję.

    Kiedyś myślałam, że buddyście będą bardziej wyczuleni na krzywdę innych stworzeń, ale chyba jest tak jak piszesz -- taka karma.
    Kiedy dokarmiałam psy na stacji w Nong Khai miałam wrażenie, że Tajowie patrzą na mnie jak na całkowitą wariatkę. A to były takie psie szkieleciki, także szczeniaki, że naprawdę kroiło się serce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mysle ze takie dokarmianie jest szlachetne i pieski napewno docenily Twoja szczodrosc. W Indiach podobno jest jeszcze gorzej ale tam i ludzie czasami nie sa lepiej traktowani wiec zupelnie trudno to pojac.dla mnie przerazajaca jest szybkosc z jaka te psy sie rozmnazaja, znowu widzialam niedaleko grupe szczeniakow, kolejne pokolenie bezdomnych , chorych i glodnych stworzen. to sterylizacja powinna byc rozwiazaniem, w ten sposob problem moglby sie zmniejszyc. pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń