poniedziałek, 29 września 2014

Deszczowe popołudnie w Bangkoku

W ostatnich dniach pada dosłownie codziennie, najczęściej późnym popołudniem i wieczorem, a w nocy budzą nas burze i ich donośne grzmoty. Momentami pada tak mocno, że niektóre ulice są przez jakiś czas podtopione a woda wlewa się na chodniki...ot uroki naszego tajskiego monsunu. Ta wzmożona częstotliwość opadów zapowiada jednak dobrą nowinę: już niedługo nadejdzie pora sucha i chłodna a z nią możliwość spacerów bez biegnia od jednej klimatyzowanej przestrzeni do drugiej, pikniki w parku, ogródki przy restauracjach z muzyką life i nareszcie przyjemność z jedzenia gorących dań w plenerze :) 


Nasze życie bez taksówek byłoby zdecydowanie bardziej szare i ponure. 


Tajowie często preferują neutralne kolory samochodów: dominuje czerń, szarość i biel.




Peleryny,parasole, folie i inne pomoce przeciwdeszczowe...


 Deszcz sprzyja konwersacjom miedzy przypadkowymi przechodniami :)


Kto w czasie pory deszczowej wychodzi z domu bez parasola ten czeka i czeka...


Dla wprawionych: jazda na motorze z parasolką nie jest wielkim wyczynem ale normalną codzienną czynnością.


Przejście dla użytkowników metra jest regularnie osuszane...


a specjalne foliowe torebki służą do zawinięcia mokrego parasola by nie kapała z niego woda na podłogę wagonów. 

Ja z pracy wracam kolejką i metrem, między którymi przechodzę mostkiem, z którego zrobiłam te zdjęcia. Dzieki temu wygodnemu naziemnemu przejściu żadna ulewa nie jest mi groźna ;) To bardzo mądre rozwiązanie zarówno na deszczowe jak i na upalne dni!

niedziela, 21 września 2014

Magiczny ogród

Wczoraj odkryliśmy uroczy sklepik ze starociami, który znajduje się w bardzo magicznym miejscu. Niby to jeszcze centrum miasta a okolice takie jakby to była spokojna tajska wieś. Tak właśnie prezentują się często sprzeczności Bangkoku: w samym środku betonowej dżungli ukrywa się małe jezioro z pięknym lotusem i zbudowana spontanicznie (z tego co się akurat nawinęło) przystań rybacko-towarzyska. 



Już wyobrażam sobie delikatny szum wiatru, błysk rybich  łusek, nocny śpiew żab... ale i niestety wzmożoną agresję krwiopijców. Bez sprayu na komary (a ten zawsze jest w mojej torebce) nie dam rady tam wytrzymac nawet trzech minut ...nawet w dzien.


Drewniane okiennice i brak szyb, to nic dziwnego w tradycyjnym tajskim domu.


Mnóstwo starannie wyeksponowanych staroci, które kuszą nie tylko pięknem ale i historią.






A wokół  już tylko zieleń okolicznych sklepików; taki typowy tajski ogródek to w swym chaosie tropikalny raj w całej swej krasie. Tropiki przecież to nie tylko palmy to także miniaturowa dżungla :)



Z wyprawy wróciliśmy z doniczką z takim sympatycznym słoniem. Cudo nie jest jakąś cenną starocią ale bardzo mi się spodobało. Teraz mamy słonia w ogrodzie :) 

sobota, 13 września 2014

Co lubią tajskie duchy?

W Tajlandii nie mamy kolekcji ogrodowych krasnali, ohh nie. Mamy za to całą gamę najdziwiniejszych statuetek, które są nie tylko kiczowatą dekoracją ale często pełnią także ważną rolę przypodobania się obecnym tutaj wszędzie duchom. 

No właśnie jak to jest z tymi tajskimi duchami? Trzeba się ich bać? 

Według Tajów trzeba raczej szanować ich obecność. Duchy, które tak naprawdę jako pierwsze posiadają prawo do terenu gdzie zbudowano dany budynek powinny mieć swój własny domek gdzie codziennie należy coś im ofiarować: jedzenie, wodę, butelkę Fanty (ale tylko czerwonej bo podobno tylko tę duchy preferują) kadzidełka lub kwiaty; świeczki nie są najlepszym pomysłem, duchy z reguły za nimi nie przepadają.


Od zawsze zastanawiam się nad tymi figurkami, zwłaszcza zebrami, przecież to zwierze nie ma żadnego związku z Tajlandią... nawet zapytałam wlaściciela sklepu dlaczego ludzie wybierają zebry na co odpowiedział mi "bo wiedzą, że duch lubi zebry..." Ale skąd oni to wiedzą? Hmm podobno gust ducha poznaje się metodą prób i błędów...

No tak, jeśli jakiś niespokojny duch daje się we znaki i w domu nagle dzieją się dziwne rzeczy to należy pędem wybrać się do jedengo z wielu sklepów ze statuetkami i kupić duchowi coś co poprawi mu humor: urocze tancerki, walecznego koguta, tygrysa lub właśnie egzotyczną zebrę.

Statuetki ofiarowuje się także by duchowi podziękować za otrzymaną pomoc. Niektóre miejsca są wyjatkowo znane z magicznej energii rezydujących tam duchów. Jednym z najbardziej znanych w Bangkoku jest Erawan shrine




Kicz czy styl? ;) 
Reszta statuetek służy do ozdoby obiektu; często można je spotkać przy wejściu do restauracji czy kurortów. 


Kolorowe figurki z perfekcyjnym uśmiechem i wianuszkiem z jaśminu na powitanie :)


To figurki zawodowe, do ozdoby budynków państwowych...


A na deser oczywiście słonie !!! :) 

Wybór takiej figurki jest dla mnie czymś bardzo trudnym, zwłaszcza wiedząc że będzie to stało w ogrodzie przez lata. Na razie nasz ogrodowy duch dostaje codziennie pachnące kadzidełka ale tylko te czarne na czerwonym patyczku;nie białe i nie szare-tak doradziła nam teściowa mówiąc, że duchy wolą te czarne z bardziej wyszukanym zapachem dymu. Ja na ten temat nie mam zdecydowanej opinii. Tymi wszystkimi rytuałami zajmuje się mój mąż, to część jego religijnego życia, ja to szanuję i akceptuję. Ale z duchem osobiście się nie komunikuję. Z figurką też jeszcze poczekamy. Nie jestem pewna czy jestem gotowa na tę zebrę w ogrodzie...


piątek, 12 września 2014

Moda na jesienny powrót do pracy

Pora deszczowa bardzo powoli dobiega końca i już niedługo do Tajlandii zawita pora sucha i chłodna. Czas na zmiany w garderobie! Koreńska moda jest ostatnio moją inspiracją stylizacji do pracy. Tajska moda nadal do mnie nie przemawia...za dużo perełek, cekinów i wstążeczek. Koreańskie ubrania mają ciekawszy i bardziej elegancki styl bez zbytniego cukierkowania. Poza tym rozmiary są bardziej europejskie, tajskie niestety często są naprawdę miniaturowe... ;) 















Sklep online Somethin’ sweet

All photos credit Somethin'sweet

piątek, 5 września 2014

Jak dbać o jedwab?

Tajlandia to skarbnica wiedzy o produkcji jedwabiu. Nie przez przypadek jedwab jest tu traktowany jako król tkanin i ceniony nie tylko za swą wartość estetyczną ale i tę kulturową. Produkcja tej tkaniny wymaga dużo specyficznych technik, które w Tajlandii przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Trwają także nieustanne prace badawcze nad poprawą jakości, trwałości i wyglądu tej luksusowej tkaniny.

Pozwolę sobie zatem umieścić ten wpis w gustownym towarzystwie jedwabnych poduch... Herbatka jest? Kanapa jest? No to zaczynamy ....


Jak powstaje jedwab?

Po raz kolejny mamy na tym świecie coś pięknego dzięki bezinteresownej pomocy natury w tym przypadku  larw motyli. Praca jedwabników karmionych liśćmi morwy polega na tym by zaczeły wytwarzać białkową substancję, którą otaczają się tworząc kokon. 
Następnie kokony są segregowane według koloru i odcienia po czym płukane w goracej wodzie, która zmiękcza włókna i umożliwia ich odseparowanie a następnie zwijanie. 
Długość włókna z jednego kokonu jedwabnika dochodzi nawet do 3000 m, czyli 3 km! Kolejnym etapem produkcji jest warsztat przędzalni by otrzymać cenne nici do produkcji tkanin.



W Tajlandii większość produkcji najwyższej jakości jedwabiu pochodzi obecnie z regionu Issan, północno-wschodniej części kraju. Królowa Tajlandii zapoczątkowała tam projekt rozwojowy mający na celu promocję tajskiego jedwabiu, ulepszenie technik jego produkcji  a także wzbogacenie lokalnej ludności. Historię tego projektu i ciekawe wystawy oferuje obecnie Queen Sirikit Museum of Textile, które znajduje się tuż przy Pałacu Królewskim w Bangkoku. Jedwabne ubrania, szale i inne akcesoria są oznaczone według skali ich jakości i pochodzenia. Symbolem tajskiego jedwabiu jest obecnie Royal Peacock czyli królewski paw. Więcej informacji na ten temat tutaj



Kolejnym bardzo ciekawym miejscem w którym poznacie lepiej tajski jedwab jest muzeum i sklepy Jim Thompson House. Jim Thompson to amerykański inwestor, dzięki któremu świat poznał tajski jedwab. Choć styl tej marki jest zdecydowanie inny, bardziej krzykliwy, mniej tradycyjny, momentami wręcz pstrokaty to jednak jakość nadal jest rewelacyjna. I wybór tak ogromny, że trudno kupić tylko jedną rzecz. 


W poszukiwaniu idealnej poduszki....

Czy Tajowie noszą ubrania z jedwabiu? Jak najbardziej! I to zarówno mężczyźni jak kobiety choć ci pierwsi zdecydowanie częściej przy uroczystych okazjach. Natomiast jedwabne i bawełniane garsonki to ulubiony mundurek tajskich nauczycielek. Tkanina ta jest jednak bardziej popularna u osób starszych. Czasami fason i kolor są trochę nie z tej epoki, przydałoby się odrobinę swieżości modeli. 


Jak rozpoznać, że jedwab jest prawdziwy?

1. Po cenie. Jedwabny szal to koszt minimum 1000 THB. To co znajduje się na tutejszych targach nie jest prawdziwym, czystym jedwabiem ale najczęściej mieszanką lub podróbką. Nie mówię, że takowych nie posiadam, wręcz przeciwnie mam ich wiele bo można je kupić już za 100 THB natomiast w tysiącach kolorów i bez zamartwiania się o ich pranie, suszenie i prasowanie.

2. Drugą techniką sprawdzania jakości jedwabiu jest praktyka jego nadpalania i wąchania dymu, jeśli jest to zapach palącego się włosa możemy być pewni udanego zakupu. Ale kto się odważy na takie gest, ja pytam? 


Jak dbać o jedwab? (sama sie dopiero o tym dowiedziałam)





  • Prać jedynie ręcznie i zawsze w zimnej wodzie.
  • Do prania używać wody z cukrem lub wody z octem.
  • Biały jedwab, który często szybko żółknie moczyć przed praniem w mleku a do ostatniego płukania dodać trochę octu.
  • Następnie delikatnie wycisnąć i zawinąć w ręcznik by woda sie wchłoneła.
  • Nigdy nie suszyć na słońcu.
  • Delikatnie prasować ciepłym żelazkiem przez cienką szmatkę.

  • Jakby nie było jest przy tym trochę pracy i zachodu ale by zachować piękne rzeczy w dobrym stanie czasami trzeba nad tym popracować. Ja sama z niewiedzy wrzuciłam jedwabny szal do pralki i choc na bardzo delikatny program to włókna się postrzępiły i połamały, cały blask tkaniny prysł jak bańka mydlana. Teraz już wiem jak temu zapobiec: miedniczka i rączki!





    Czy warto kupić wyroby z tajskiego jedwabiu? Oczywiście! Myślę, że to wspaniały pomysł na prezent, w dodatku lekki i trwały. Nie zapomnijcie jednak by do prezentu dodać instrukcji obsługi tej delikatnej wytwornej tkaniny. Szkoda by było ją zniszczyć...Piękne rzeczy otaczają nas przecież pozytywną energią.



    czwartek, 4 września 2014

    Leniwy dzień w parku

    Park Lumpini to jeden z niewielu parków w Bangkoku, jednak jest wyjątkowo piękny i umiejscowiony w samym centrum miasta. Spoza obfitej roślinności wyłaniają się wokół wieżowce i luksusowe hotele. Betonowa dżungla odważnie kontrastuje z tą naturalną. 

    Ta zielona oaza  należała wcześniej do rodziny królewskiej i została oddana do użytku publicznego przez króla Rama VI w 1925 roku. Nazwa parku wywodzi się od prowincji Lumpiaiwan w Nepalu gdzie prawdopodobnie urodził się Buddha. Park jest naturalną kolekcją różnorodnych gatunków drzew i roślin, to także dom dla wielu zwierząt, glównie ptaków, żółwi i ogromnych jaszczurów.

    Na terenie parku istnieje wiele klubów i organizacji sportowych: jogging, kolarstwo, badmington, tai chi, yoga a nawet taniec towarzyski. Znajduje się tam także, jak w większości tajskich parków, siłownia na wolnym powietrzu.

    Choć trudno w to dzisiaj uwierzyć jeszcze kilka miesięcy temu park został oblężony przez protestujących, którzy domagali się dymisji rządów byłej premier Yingluck. Morze namiotów, sklepików i kuchi polowych zalało precyzyjnie podcinane trawniki i rabatki kwiatów. Po zakończeniu protestów,  budżet rady miasta i wyspecjalizowana ekipa ogrodników przywróciła na nowo park do pięknego stanu. To dobrze, że ponownie jest on miejscem odpoczynku, symbolem zdrowego życia i chęci kontaktu z naturą. Co roku w grudniu odbywają się tam także koncerty muzyki w plenerze. W zeszłym roku to wydarzenie zostało odwołane bo śmigały kule w okolicach. Obecnie sytuacja w Bangkoku jest dużo spokojniejsza.

    Park wrócił do nas i jeszcze nigdy nie był tak piękny i zielony!




    Przyjemne miejsce na lekturę i życiowe rozważania ....



    Można także przepłynąć się kaczuchą/łabędziem  po jeziorze. Cena ok. 40 THB za 30 minut.




    Zabytkowy zegar, który koniecznie trzeba zobaczyć!


    Kontrast zieleni i biurowców.....



    Park posiada część zwaną Palm garden, gdzie odbywają się koncerty w plenerze.


    Jazz, jazz in the air!!!





    Altanka w stylu chińskim. Nie jest to świątynia ale ludzie szanują to miejsce co widać po składanych kwiatach i palonych kadzidłach.



    Trudno uwierzyć, że jesteśmy w Bangkoku ... to jeden z jego licznych sekretów.





    Wcale się nie dziwię, że kocio zasnął sobie w tak pięknych okolicznościach przyrody :) 

    Park Lumpini jest otwarty codziennie od 5h do 21h. By dotrzeć na miejsce należy wysiąść przy stacji metra Lumpini, park znajduje się tuż obok.