niedziela, 21 września 2014

Magiczny ogród

Wczoraj odkryliśmy uroczy sklepik ze starociami, który znajduje się w bardzo magicznym miejscu. Niby to jeszcze centrum miasta a okolice takie jakby to była spokojna tajska wieś. Tak właśnie prezentują się często sprzeczności Bangkoku: w samym środku betonowej dżungli ukrywa się małe jezioro z pięknym lotusem i zbudowana spontanicznie (z tego co się akurat nawinęło) przystań rybacko-towarzyska. 



Już wyobrażam sobie delikatny szum wiatru, błysk rybich  łusek, nocny śpiew żab... ale i niestety wzmożoną agresję krwiopijców. Bez sprayu na komary (a ten zawsze jest w mojej torebce) nie dam rady tam wytrzymac nawet trzech minut ...nawet w dzien.


Drewniane okiennice i brak szyb, to nic dziwnego w tradycyjnym tajskim domu.


Mnóstwo starannie wyeksponowanych staroci, które kuszą nie tylko pięknem ale i historią.






A wokół  już tylko zieleń okolicznych sklepików; taki typowy tajski ogródek to w swym chaosie tropikalny raj w całej swej krasie. Tropiki przecież to nie tylko palmy to także miniaturowa dżungla :)



Z wyprawy wróciliśmy z doniczką z takim sympatycznym słoniem. Cudo nie jest jakąś cenną starocią ale bardzo mi się spodobało. Teraz mamy słonia w ogrodzie :) 

1 komentarz:

  1. To ciekawe, że w mieszkaniach nie ma szyb, to świadczy, że ludzie ufają, że nie zostaną okradzeni...
    Podoba mi się Twój Blog za to że przenosi mnie w inny świat
    pozdrawiam serdecznie
    dobrycoach.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń