poniedziałek, 29 grudnia 2014

Polsko-tajskie święta

W tym roku święta były bardzo przyjemne i mimo że z daleka od rodziny to dzięki wynalazkowi zwanemu skypem odległość znacznie się zmniejszyła. Gdyby tylko nie ta temperatura za oknem to praktycznie byliśmy w Polsce. Tymczasem u nas nadal bez zmian, choć zielono i czerwono czyli jak najbardziej świątecznie. ;)





Cieszę się także, że mimo iż Tajowie nie obchodzą świąt to mój mąż mógł wyjść wcześniej z pracy by spędzić czas przy przygotowaniach rodzinnej kolacji. To bardzo miłe ze strony szefa, że uszanował moją tradycję (on wie, że jestem "farangową żoną") Niestety nie zawsze można tutaj liczyć na takie zrozumienie... 



Udało się nam zatem wspólnymi siłami przygotować pierogi, barszczyk czerwony i kapustę z grzybami. Niby niewiele a tak dużo. Jak sobie poradziłam ze składnikami? Do farszu na pierogi dodałam serka fety zamiast tradycyjnego białego i efekt wyszedł rewelacyjny! Zamiast borowików do kapusty użyłam chinskich grzybków shitake a do barszczu zamiast soku z cytryny, sok z zielonej limonki. Ciasto zupełnie już tajskiej produkcji okazało się także smaczne...


Były też drobne prezenty pod choinką i strażnik dzielnie ich strzeżący.  :)

A co mojemu tajskiemu mężowi podoba się w naszych świątecznych tradycjach?  

1. Dzielenie się opłatkiem, życzenia i wzajemne wybaczanie. Niezmiernie śmieszy go, że wierzę że nasz pies o północy przemówi ludzkim głosem po zjedzeniu opłatka ;)
2. Historia dodatkowego nakrycia dla niespodziewanego gościa.
3. Kolędowanie od domu do domu.
4. Pasterka w samym środku mroźnej nocy... ( z moich opowieści:)

Co ciekawe mój mąż od dziecka obchodził święta Bożego Narodzenia w szkole katolickiej do której uczęszczał. Ma z tego okresu bardzo pozytywne wspomnienia choć chyba tak jak wszystkie dzieci najważniejsza była zabawa choinkowa i prezenty. Nasze polskie tradycje mają o wiele więcej głębi, przynajmniej tak jest w mojej rodzinie. Prezenty nigdy nie były główną atrakcją wieczoru, wspominam raczej wspólne kolędowanie i dyskusje przy stole nad mijającym rokiem. Najsmutniejsze było wspominanie tych, których przy stole brakowało.

Mam nadzieję, że Wy także spędziliście dobrze świateczny czas i że nadal odpoczywacie w czasie oczekiwania na przyjście Nowego Roku 2015. Dla ciekawostki podam, że u nas w Tajlandii będzie to rok 2558!

niedziela, 21 grudnia 2014

Sukces tajskiego kapelusza

Tradycyjny tajski kapelusz wyglada trochę jak odwrócony koszyk ponieważ dawniej służył nie tylko do ochrony przed palącym słońcem ale także do łowienia ryb (?), transportu ryżu lub łapania kurcząt.



Ngob: tradycyjny tajski kapelusz.


Takie tradycyjne kapelusze powstają w wielu tajskich wsiach, gdzie są tworzone na potrzebę lokalną lub na sprzedaż dla turystów. Tradycyjnie są wykonywane ręcznie z łodyg bambusa i liści palmy.







Photo: http://www.hobotraveler.com/

Najbardziej pomysłowym elementem kapelusza jest jego wewnętrzna struktura. Specjalna forma na której znajduje się rondo kapelusza pozwala na swobodny przepływ powietrza i głowa się nie poci a jednocześnie jest świetnie chroniona przed promieniami słońca. W dodatku forma kapelusza jest elastyczna wiec pasuje dla każdego. Wynalazek mądry i praktyczny! 

Nic dziwnego zatem że tajski kapelusz doczekał sie w końcu światowego sukcesu. Został inspiracją oficjalnego pawilonu Tajlandii na wystawie Expo 2015, która odbędzie się od maja do października w Mediolanie. Pierwsze makiety projektu już zostały opublikowane, prace także ruszyły. Projekt zapowiada się fenomenalnie i niezmiernie estetycznie. Wokół budynku ma powstać pole ryżowe i wodny targ. Czekam z niecierpliwością na efekt końcowy, który będę podziwiać niestety tylko z daleka. Mam nadzieję, że Expo zawita kiedyś do Tajlandii bo ta wystawa fascynuje mnie już od dawna. 






niedziela, 14 grudnia 2014

Swieże mleko kokosowe

W Tajlandii kokos kokosowi nierówny... Najczęściej spotykane są te dwie odmiany: 


Kokos o zielonej skórce i o dużej zawartości wody kokosowej ( w smaku słodkawo-kwaśny) i cienkiej wyściólce którą można się delektować wyskrobując ją łyżką (często podawaną wraz z kokosem)


Mały kokos o beżowej lub brązowej łupinie zawiera słodką i orzeźwiającą wodę kokosową. Można je z łatwością kupić na ulicy u mobilnych sprzedawców owoców. 



Tajlandia to jeden z głównych krajów eksportujących mleko kokosowe. Do jego wykonania używa się orzechów specjalnej odmiany, która posiada bardzo grubą warstwę miąszu. Tutaj juz wszystko gotowe do powstania mleka kokosowego....


Pierwszy krok to zmielenie miąszu na wiórka kokosowe, które są nastepnie płukane w gorącej wodzie i pakowane do bawełnianych worków. 



Następnie worki wkłada się do specjalnej prasy, która wyciska zmielone wiórka i tak właśnie powstaje mleko kokosowe :) Bardzo prosty sposob na dobry i zdrowy produkt!


środa, 10 grudnia 2014

Co z tą zimą w Bangkoku?

Nadejdzie w końcu ta zima do Bangkoku czy nie? Od kilku dni poranki były chłodniejsze ale moje ciepłe swetry (sztuk aż dwie) nadal czekają na chociaż te 20°C. Bez skutku jak na razie. W dodatku wczoraj pani od tajskiej pogody z uśmiechem oznajmiła, że owszem na północy kraju powiało chłodem a nawet lokalnymi przymrozkami ale w stolicy na razie pogoda zapowiada sie bez zmian. Tych, którzy są ciekwi czy bedzie nam choć trochę chłodno w tym roku odsyłam do stronki Tajskiego instytutu meterologicznego, który zazwyczaj się nie myli. Oczywiście by zaznać tajskiej zimy można również pójść do tajskiego kina lub chociażby przejechać się tutajszym metrem :)

Dlaczego w tym roku tak myślę o zimie i świętach? Hmm bo grudzień zaczął się dla mnie bardzo świątecznie... Już na początku miesiąca miałam okazję uczestniczyć w kiermaszu świątecznym zorganizowanym przez tutejszy hotel Dusit Thani i polską ambasadę w Tajlandii. Po raz kolejny pan Sławek Gołaszewski, wspaniały polski cukiernik zgromadził siły by promować w Tajlandii nasze wyjątkowe świąteczne tradycje. Należą mu się za to ogromne brawa! 




Bajeczna dekoracja świąteczna wykonana przez naszego rodaka dumnie zdobi hol hotelu. Cały projekt powstał z wody, cukru i karmelu. Dzieło było tworzone przez blisko dwa miesiące! 


Daria, mistrzyni zdobienia bombek, pan Ambasador, pani dyrektor hotelu i pan  Sławek w towarzystwie Tajek w strojach narodowych :)


W tym roku do Bangkoku został zaproszony gość specjalny: nie, nie był to Mikołaj ale z pewnością jedna z jego pomocniczek: Daria Urban, która przez cały rok maluje i dekoruje świateczne bombki, które potem przez kilka tygodni zdobią nasze drzewka. Młoda i utalentowana artystka wspaniale zaprezentowała sztukę zobniczą podczas otwarcia wydarzenia. 




Tak też powstała moja wyjątkowa bombka :)




Wspaniały polski produkt eksportowy :) W Tajlandii bardzo się podoba!


Oczywiście według tajskiej tradycji celebracji nie zabrakło bombki z lodu, prawdziwie zimowy akcent !

No a po tak wspaniałej imprezie upał Bangkoku dmuchnął mi ogniem prosto w twarz... do domu wracałam trochę smutna bo przecież to ten najbardziej rodzinny okres roku a ja znowu tak daleko. Dla emigranta, są to z pewnością najtrudniejsze momenty w roku ... bo zimowej, rodzinnej atmosfery brakuje w tropikach najbardziej. Ale od stycznia wszystko powinno już wrócić do normy :)


Ps. Dla zainteresowanych: kiermasz świąteczny i demonstracja zdobienia bombek odbywa sie do 16-stego grudnia 2014 w holu hotelu Dusit Thani (MRT Silom) Godz:7h-14h

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Dlaczego orchidee tak nas zachwycają?

Choć sama jej wyhodować lub nawet utrzymać przy życiu nie potrafię to z chęcią zatrzymuję się by podziwiać jakąkolwiek spotkaną orchideę. I nie do końca wiem co mnie w niej tak urzeka: perfekcyjny kształt, kolor, smukła sylwetka czy po prostu odwaga i chęć życia na tak ubogim podłożu bo na kawałku omszonego drewienka lub w kokosowej łupinie. Taka odważna i skromna roślina. 

W Europie storczyki są obecnie bardzo popularne i zastanawiam się jakie modyfikacje genetyczne musiały one przejść by były tak perfekcyjne i odporne na nasz klimat. Mam wrażenie, że nawet kwitną łatwiej niż tutaj gdzie wydawałoby się naturalne warunki klimatyczne są ku temu bardziej sprzyjające. Nic bardziej mylnego, wyhodować własną orchideę w Tajlandii nie jest tak łatwo i najczęściej wymaga to naprawdę dużo zachodu. Myślałam, że to tylko u nas takie efekty bo nie jesteśmy specjalistami ale po rozmowie z kilkoma osobami a także odwiedzając w zeszły weekend niesamowitą wystawę gdzie hodowcy przechwalali się swoimi championami, stwierdzam, że jest to wyższa szkoła umiejętności ogrodniczej. Bo choroby, bo pasożyty, bo światło musi być odpowiednie a to za dużo wilgotności a to za mało podmuchu wiatru, cała lista wymagań! :)

A oto proszę kilka zdjęć z wystawy do podziwiania i zachwycania się tymi pięknymi cudami natury. 















Jedna piękniejsza od drugiej :) Magia tajskiej orchidei!