wtorek, 17 lutego 2015

Ciąża w Tajlandii - tajski szpital publiczny

Jestem w ciąży i mieszkam w Tajlandii, czy jest  jakoś strasznie? Czy nie boję się chorób tropikalnych i tajskich szpitali?  Czy opanowany, zapewnie codziennie medytujacy tajski lekarz zrozumie rozterki momentami histerycznej Polki? Jakoś na razie dajemy radę z tymi nowościami i mam nadzieję, że wszystko pójdzie dalej równie dobrze.

Na początku byłam prawie pewna, że wybiorę szpital prywatny gdyż ze wszystkich stron dobiegały mnie bardzo pozytywne reakcje: że lekarze wysoko wykwalifikowani, że warunki jak w pięcio-gwiazdkowym hotelu i obsługa na każde zawołanie a opieka nad przyszłą mamą i dzieckiem bardzo profesjonalna. Z wielkim zapałem przeglądałam strony internetowe szpitali w Bangkoku i tak na dobrą sprawę chyba wszystkie prywatne oferowały podobny standard i ceny. No tak o cenach też jak najbardziej trzeba wspomnieć bo przecież pobyt w luksusowym szpitalu darmowy nie jest. 

Ceny wahają się od 45.000 do 120.000 THB (4.5-12 tyś.złotych) i oczywiście dostosowują się do każdej sytuacji (poród naturalny lub cesarskie cięcie) a  za wszystkie nieprzewidziane wypadki płaci się dodatkowo. Jeśli wszystko jednak pójdzie normalnie i bez niespodzianek to pakiet jest w całości zagwarantowany i cena się już nie zmieni. Pobyt w szpitalu zazwyczaj trwa trzy lub cztery dni, z pełną obsługą personelu medycznego (dziecko jest regularnie przynoszone do mamy ale większość czasu spędza z pielęgniarkami) 


Przykład reklamy pakietu. Praktycznie każdy szpital prywatny je oferuje.


A tak wygląda sala porodowa i pokój prywatny w jednym z najdroższych szpitali w Bangkoku.

Szpitale prywatne nie są mi obce gdyż to tam najczęściej leczę różne choróbska. Muszę dodać również kilka słów o ubezpieczeniu zdrowotnym, które w moim przypadku jest bardzo zadowalające. W szpitalach prywatnych część wydatków pokryje moje dodatkowe ubezpieczenie płacone przez uniwersytet. W moim przypadku to Allianz AyutthayaNiestety to ubezpieczenie nie pokrywa kosztów drobnego leczenia czy lekarstw, niemniej jednak zwraca pieniądze za wizytę (ok 700 THB). Natomiast w przypadku poważnego problemu możemy zostać przewiezieni do szpitala prywatnego i tam już ubezpieczynie pokryje koszta, wszystko jednak zależy od choroby itd.

Jako że pracuję legalnie w Tajlandii i płacę regularnie składki na fundusz zdrowotny to w tym przypadku mam takze prawo do  leczenia w szpitalach publicznych. Wtedy za wizytę i lekarstwa nie płacę nic lub dosłownie grosze. Nie korzystam jednak z tego przywileju na drobne przeziębienia itp ze względu na masakryczne kolejki i system numerków przy rannej rejestracji. Nie mam na to niestety czasu a szpitale prywatne przyjmują z marszu o każdej porze. Niemniej jednak ta opcja szpitala publicznego istnieje i samo to daje mi od razu poczucie konfortu. W razie dużego problemu zdrowotnego mogę się leczyć w Tajlandii praktycznie za darmo.  

No tak, zapytacie, ale w jakich warunkach? Jak wygląda taki szpital publiczny i na jakim poziomie znajduje się jakość służby zdrowia?

Odpowiem, że to zależy od szpitala. Ale z mojego doświadczenia dodam, że jestem to poziom bardzo zadowalajacy. Na naszej karcie Social security jest zreszta zawsze wydrukowana nazwa szpitala, do którego chcemy być przetransportowani w razie problemu. To do nas należy wybór. Oczywiście niektóre szpitale są przepełnione ale wtedy istnieje lista z drugim i trzecim wyborem. Rzecz jasna w razie poważnego wypadku każdy najbliższy szpital publiczny ma obowiązek nas przyjąć. 

Szpital puibliczny, który wybrałam to szpital uniwersytecki Chulalongorn, jeden z najlepszych w Tajlandii. Kolejki są tam duże, to fakt ale obsługa rewelacyjna i uśmiechnięta nie tylko dlatego, że płacę. Wiadomo, że nikt nie podaje mi wody i nie wachluje mnie w poczekalni a budynki są już postarzałe ale mimo to bardzo sobie tę atmosferę szpitala publicznego cenię: personel uczynny, sprzęt standardowy a procedura w pełni higieniczna. Poza tym Chula to prawdziwy szpital-muzeum ze swą architekturą post-kolonialną i długą historią.




Korytarze szpitala...


Zabytkowe schody marmurowe...



i ogrody...


Jaśminowe wianuszki w ofierze dla duchów.


Apteka


Nowa część szpitala, gdzie znajduje się także oddział położniczy.

Szpital publiczny wybraliśmy ze względu na lekarkę prowadzącą bo akurat do niej mamy zaufanie:) Wybraliśmy także opcję dodatkowych opłat by zagwarantować od razu pokój jednoosobowy i trochę dodatkowych luksusów. Niemniej jednak cały plan pakietu jest bardzo prosty co nam w zupełności odpowiada. Najbardziej liczę na fachową obsługę i zapewnienie jak najbezpieczniejszej procedury. Jedynym wyzwaniem jest język, tutaj od nikogo nie wymagamy by zwracał się do mnie po angielsku, traktuję to wręcz przeciwnie jako coś dobrego bo to dla mnie okazja by ćwiczyć tajski :) Kolejnym minusem może być to że przy niektórych badaniach a także przy porodzie obecność przyszłego taty nie jest dozwolona. Na szczęście może dumnie asystować przy wszystkich badaniach USG i zostać z nami w pokoju na oddziale położniczym. Zobaczymy jak to będzie w praktyce. Wrażeniami z tajskiej porodówki na pewno się podzielę :)

8 komentarzy:

  1. Wygląda rewelacyjnie i nie wahałabym się, żeby skorzystać! Czekamy na newsy z porodówki :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dam znac w maju i mam nadzieje, ze bede donosic same dobre wiesci :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Wygląda 1000 razy lepiej niż wszystkie 'szpitale uniwersyteckie' mojej uczelni ;) (Śląski Uniwersytet Medyczny) Nic tylko się kłaść! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama tez mi mowi, ze o wiele lepiej niz w niektorych polskich szpitalach. Dzieki za potwierdzenie :)

      Usuń
  4. Trzymam mocno kciuki :) I gratulacje maluszka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje i wzajemnie zycze wszystkiego dobrego :)

      Usuń